|
wtorek, 20 stycznia 2009
Sen
Jechałam pociągiem. podróż mi się dłużyła, nie mogłam doczekać się stacji docelowej. Pociąg się zatrzymał, ogłoszono dłuższy postój. Postanowiłam pójść do kina. Sala kinowa przypominała bankietową - okrągłe stoliki, przykryte białymi obrusami. Film był komedią romantyczną, ale najwyraźniej nadawano go ze skrótami i nagłym, ale oczywiście optymistycznym zakończeniem. A później nadano komunikat, że występuje zagrożenie wybuchem jądrowym i dobrze by było, gdybyśmy znaleźli sobie bezpieczne miejsce. Postanowiłam zostać tam, gdzie jestem, sala kinowo-bankietowa wyglądała solidnie, ale najpierw musiałam zabrać moje rzeczy z pociągu. Pakowałam się przy nieżyczliwym zrzędzeniu wiekowej współpasażerki, która zdążyła w czasie mojej nieobecności wyprodukować w przedziale rekordowy śmietnik. Potwornie zmęczona wlokłam się, objuczona bagażem, do schronu. I nagle zdałam sobie sprawę, że nie zabrałam wszystkiego. Że nie spakowałam, przede wszystkim, mojego ukochanego laptopa! Mojej łączności ze światem! Obejrzałam się za siebie - do pociągu było tak daleko... - Nie - pomyślałam. Nie mam siły wracać. Może jednak się obudzę... Ciekawe, co Freud miałby na ten temat do powiedzenia. PS. Xerces, doprawdy, czy sądzisz, że w obliczu takich przeżyć, mam głowę do pisania bloga? :)
środa, 24 grudnia 2008
wtorek, 23 grudnia 2008
Pełnoletność.
Dzień, w którym własne dziecko osiąga pełnoletność skłania, niestety, do refleksji. Oczywiście nad tempem upływającego czasu. W końcu dopiero co pogotowie wiozło mnie do szpitala, nieco ogłuszoną rychłą perspektywą wydania na świat potomstwa. Przed chwilą odprowadzałam córcię do żłobka, przedszkola, pierwszej klasy. Ech. Nie popadajmy w rzewność. Kornelia, wszystkiego dobrego :) |
Zakładki:
Linki
| ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||